Chyba więcej stresu jest teraz, o to czy zdam. Teraz mam dwa dni wolnego, a w piątek geografia... Po geografi najwyższy czas na naukę prezentacji i na to będę mieć aż 4 dni... Po ustnym polskim zaczną się wakacje, jako że ustnym angielskim się nie przejmuję. Wiem, że zdam. Wiem, że jestem skromna...
A teraz z innej beczki. Ogłaszam wszem i wobec, iż mam faceta wariata!!!
To, że biegnie kilka razy dziennie do kafejki na internet, żeby mnie zobaczyć to już pominę. To, że odkąd zaczął pracę, to cała kasa idzie na telefon, internet i opłacenie pokoju to też pominę. Nie mogę jednak pominąć jego pomysłów. Ostatnio stwierdziłam, że mam ochotę na truskawki. Maher stwierdził, że moje zachcianki są prawie jak ciążowe i zaczął wymyślać imiona dzieci... Cała sytuacja miała miejsce w sobotę. Dzisiaj do moich drzwi zapukał listonosz i przyniósł mi paczkę pochodzenia tunezyjskiego! Wybuchłam śmiechem, gdy ją otworzyłam, bo zobaczyłam zapakowane próżniowo truskawki i jednego pomarańcza z dopiskiem "If you have some other whim..." Tak więc zajadam właśnie słodkie, tunezyjskie truskawki i staram się tu coś skrobnąć, ale od razu mówię, że w ciąży nie jestem! :-)
Muszę się przyznać, że odkąd znam Mahera to zaczęłam na nowo cieszyć się z małych rzeczy. Wcześniej ich nie dostrzegałam, bądź uważałam za zwykłe przyziemne, które miałam na co dzień. Teraz cieszy mnie każda minuta rozmowy, każda minuta kiedy widzę Mahera na kamerce i każde jego dziwne pomysły, które wcześniej uznałabym być może za nienormalne? Teraz są to dla mnie rzeczy, które pomimo swoich "niewielkich rozmiarów" urastają do rangi tych wielkich, z których warto się cieszyć. Tak więc CIESZĘ się, że mam Mahera, moje słońce, które rozjaśnia dla mnie nawet najbardziej pochmurny dzień
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz