6 lutego 2009

Moja edukacja...


Zabierałam się do napisania tego postu juz kilka razy, jednak po skleceniu kilku linijek, w taki sposób by były zrozumiałe-rezygnowałam i kasowałam tekst.  Rozpoczynałam moja naukę w szkole średniej, w jednym z renomowanych liceów Krakowa. Nigdy wcześniej problemów z nauką nie miałam, jednak w tymże liceum, którego numeru podawać nie będę problemy sprawiła mi Pani od języka angielskiego. Od samego początku, z niewiadomych powodów „przyczepiła się” do mnie i nie dawała mi spokoju. Po pewnym czasie bałam się tych lekcji tak, że na słowo angielski reagowałam bólami brzucha, wymiotami i innymi tego typu dolegliwościami. W pewnym momencie, gdy teksty kobiety, były w moja stronę już nie do wytrzymania, postanowiłam, że wolę zdawać egzamin komisyjny z tego przedmiotu, niż zjadać coraz więcej nerwów. Zaczęły się jednak moje problemy ze snem i conocne koszmary z udziałem pani profesor. Męczyło mnie to strasznie, a Pani profesor rozmawiając z moja mamą stwierdziła, że powinnam się udać do psychiatry. Ot tak prosto z mostu powiedziała to do mojej mamy. Więcej nie poszłam już na język angielski. Pani profesor za swój cel powzięła namówienie pozostałych nauczycieli, by Ci nie przepuścili mnie do następnej klasy.  Ci jednak zdawali sobie sprawę, że do „tumanów” nie należę i całe szczęście nie dali się swojej koleżance z pokoju nauczycielskiego. Walczyłam ja z moimi koszmarami, walczyli moi klasowi koledzy, walczył wychowawca i pozostali nauczyciele, walczyli moi rodzice. Pani profesor była nieugięta. Zakończył się rok szkolny, świadectwo powinnam dostać z dobrymi ocenami, jednak nie dostałam go ze względu na egzamin komisyjny.  Dyrekcja szkoły podpowiedziała, że przydałby się ktoś z kuratorium na tym egzaminie.  Została, więc zaniesiona do kuratorium prośba moich rodziców o przyznanie osoby do kontrolowania przebiegu egzaminu, jak również o wyłączenie Pani Profesor z mojego egzaminu, ze względu na stres, nerwy i niepotrzebne dolegliwości, jakie wywoływał we mnie sam jej widok. Na miesiąc przed moim egzaminem, mój tato był jedna nogą na „tamtym świecie”. Miał bardzo rozległy zawał, mama plątała się po domu mówiąc, że i ona sobie coś zrobi, jeśli tato umrze. Miesiąc przeleciał na wizytach w szpitalu, zajmowaniu się domem i pilnowaniem mamy, aby nie zrobiła czegoś głupiego.  Było ciężko. Czasu na naukę nie było. Egzamin zdawałam w dniu i godzinie wszczepianie tacie stymulatora serca. Tak strasznie martwiłam się o tatę, że nie ważny był dla mnie wynik egzaminu. Na szkole się świat nie kończy. Zdałam i pobiegałam do szpitala. W szkole tej jednak nie zostałam i zmieniłam liceum. Dużo słabsze, gdzie musiałam się wiele uczyć samodzielnie w domu. Koszmary nocne jednak nie zniknęły i do tej pory potrafi mi się śnić, że nie zaliczyłam jakiejś klasówki z angielskiego.. Skończyłam liceum i poszłam na studia.
Nie byłam, co do tego przekonana, jednak rodzice mnie namówili. Teraz nie jestem przekonana, co do tego czy była to dobra decyzja. Powróciły moje koszmary, jednak częstszy jest brak snu. Potrafię nie spać kilka nocy z rzędu i choć jestem strasznie zmęczona to o zaśnięciu nie ma mowy. Zaczęły się krwotoki z nosa, bóle brzucha/ żołądka, wymioty i generalnie nie jest dobrze. Zastanawiam się nad tym czy aby na pewno kontynuować moją edukację na studiach, czy przypadkiem nie dać sobie chwili spokoju i odpoczynku, a dopiero po jakimś czasie podjąć decyzje czy chce kontynuować naukę na studiach. W międzyczasie zrobiłabym jakieś kursy, które byłyby dla mnie mniej stresujące…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz