13 stycznia 2008
W woli wyjaśnienia
Być może dzisiaj uda mi się przedstawić historię mojej miłośći.
Rok temu brat wraz ze swoją dziewczyna ( jeszcze tylko 8 miesięcy i będziemy się bawić na ich weselu :D) namówili mnie na wspólny wyjazd do Tunezji. Plan wyjazdu zrodził się bardzo niespodziewanie, ale zdecydowaliśmy się i wyjechaliśmy. Było to w czasie roku szkolnego ale na szczęście udało mi się załatwić z nauczycielami trochę wolnego. Już pierwszego dnia naszego pobytu zauważyłam spojrzenia w moją strone… No tak w końcu jestem blondynką. Początkowo padały dziwne pytania w kierunku mojego brata czy ma dwie żony itd. Już pierwszego dnia wieczorem podczas kolacji podszedł do mnie szef restauracji i niby to po cichutku stwierdził, że podczas każdego posiłku jestem inaczej ubrana. Zmierzyłam Go wzrokiem i stwierdziłam, że lepiej będzie jeśli zacznie się interesować tym co dzieje się na restauracji a nie mną. Drugiego dnia już praktycznie wszyscy kelnerzy nam usługiwali i tylko się uęmiechając wskazywali wzrokiem na swojego szefa. No i tu się wszystko zaczęło. Dostawałam wszystko zanim zdążyłam o tym pomyśleć, a Maher tylko się uśmiechał. Jako, że chcieliśmy pójść do kafejki internetowej, żeby porozmawiać z rodzicami i zapewnić ich, że wszystko w porządku, brat postanowił zagadnąć naszego znajomego z restauracji w celu uzyskania informacji gdzie znajduje się najblizsza kafejka. I tu uzyskał szokującą wiadomość: „jeśli Twoja siostra chce porozmawiać to ja jej dam mój telefon i niech dzwoni”. Brat grzecznie odmówił ale zaproponował Maher-owi, że jeśli chce to może pójść z Nami i pokazać nam wieczorem gdzie jest internet. Tak więc wieczorem rozmawialiśmy z rodzicami, a Maher czekał na nas w kawiarni obok… Później jako, że odebrało mi mowę i jedyne na czym mogłam się skupić było „starać się zrozumieć co on mówi” to mój brat starał się podtrzymywać rozmowę. Wyglądało to co najmniej dziwnie. W kolejnym dniu można powiedzieć zostałam wyrzucona w ręce obcego mi Araba i skazana na samą siebie. Wyszłam z hotelu na trzęsących się nogach i o dziwo byłam w stanie odpowiedzieć „cześć”. Wokół panowały ciemnośći a jedyne światła pochodziły z ogródków kawiarenek, w których tradycyjnie nie było widać żadnych dziewczyn/kobiet. Powiedział mi tylko żebym się nie bała. Miło spędziliśmy wieczór siedząc w ogrodzie jednego z pobliskich hoteli i praktycznie cały czas rozmawialiśmy. Moja blokada ustąpiła…Każdy następny dzień i wieczór były podobne. W dzień widzieliśmy się tylko na restauracji, za to każdy wieczór spędzaliśmy razem. Nasz pobyt dobiegł końca. Wracając do Polski myślałam, że znajomość również się skończy, że wziął ode mnie numer telefonu tylko dlatego, że tak wypadało. Ale wcale tak się nie stało. Codziennie dzwonił i pisał… Ja czułam, że czegoś mi brakuje.Nie wiedziałąm co do Niego czuje, ale na pewno tęskniłam za tym czasem który spędzaliśmy razem. Po niedługim czasie postanowiliśmy jeszcze raz pojechać w to miejsce, tym razem w powiększonym składzie. Wyjazd 9 osobowy… W między czasie Maher był przez 21 dni w wojsku,co bardzo przeżywał gdyż nie był pewien czy uda mu się wyjść zanim przyjadę. W końcu wyszedł… Tydzień przed moim przyjazdem na własne życzenie, ale musiał się zobowiązać, że za pozostałe 9 miesięcy w wojsku, które mu zostały, będzie musiał zapłacić.
Spędziliśmy ze sobą kolejne 2 tygodnie. W Tunezji były moje 18 urodziny, których naprawdę piękniej nie można sobie wyobrazić. Pamiętał… Tym razem wracałam już do Polski ze łzami w oczach a On odchodził od autokaru ocierając łzy… To dziwny widok-płaczący facet, ale naprawdę wzruszający. Całą moja rodzina znała już sytuacj. Moi rodzice postanowili nam trochę pomóc. Pomogliśmy Maherowi spłacić wojsko, jako,że On załatwił nam naprawdę świetne wakacje dla wszystkich… Dzięki spłąceniu mógł wyrobić sobie paszport i zacząć starać się o vise.Jak na razie jeszcze jej nie dostał, ale miejmy nadzieje i nam zostało tylko 8 miesięcy życia w takiej odległości od siebie, jako, że przyjedzie na ślub mojego brata. Za niecałe 2 tygodnie lecę do Tunezji , tym razem sama, gdyż naprawdę same telefony, sms-y i kontakt przez internet mimo działania kamerek nie jest wystarczający. Tęsknota jest naprawdę ogromna… Czasami potrafimy się kłócić z naprawdę byle powodów,bo tak właśnie działa odległość. Myślę, że gdyby nie On to pewnie dawno by się to skończyło, ze względu na mój nieugięty charakter. Maher jednak stara się trzeźwo myśleć i wielokrotnie stwierdza „popatrz co my robimy? Tyle wytrzymaliśmy, a teraz miałoby się to rozsypać?Udowodnijmy, że damy rade to przetrzymać, już tak niewiele nam zostało”I tak o to wygląda nasz związek. Związek na odległość, który mimo wszystko jest naprawdę z dnia na dzień coraz mocniejszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz