Cóż tu dużo mówić, skoro wszystko widać gołym okiem na blogu. Pierwszy miesiąc wspólnego mieszkania minął tak szybko, że w zasadzie ciężko się o czymkolwiek rozpisywać. Pogada nam dopisuje, więc nie marnujemy czasu na siedzenie w domu. Codziennie jak tylko kończymy wykonywanie czegoś, co było zaplanowane, to wybywamy na rowerek i robimy rundkę po okolicy. Ot taki godzinny rowerowy spacer. Maher szkoli język polski i powoli zaczyna mieć polskie wyrywki w zdaniach typu „ja tego nie lubię” gdzie nikt go czegoś takiego nie uczył… Zwracamy uwagę na najmniejsze szczegóły we wszystkim, co robimy, żeby nie zostać w razie, czego złapanym na niewiedzy podczas przesłuchania o KCP.
Od czasu przybycia Mahera do Polski przybyło mi kilka rzeczy w pokoju, z czego ta główna to telewizja na kartę, bo ciężko było się obejść bez newsów w wersji angielskiej, francuskiej czy jakiejkolwiek obcojęzycznej rozumianej przez Mahera. Całe szczęście, że jest taka opcja, iż płacić nie trzeba, a wystarczy jedynie dekoder zakupić i większość kanałów, które chcemy to nam odbierają. Przybyły mi w pokoju również olejki zapachowe i kwiaty zarówno żywe jak i sztuczne. Mam nadzieję, że na nich poprzestaniemy i więcej nie będę musiała kupować i „dekorować” nimi pokoju.
Gotujemy sobie, co jakiś czas jakieś potrawy tunezyjskie, co by tamtejszych smaków nie zapomnieć. Przygotowywaliśmy już zapiekankę, zupkę, kurczaka z couscous, coś a la leczo i różne sałatki. Teraz czekamy na paczkę z dostawą przypraw tunezyjskich ze szczególnym uwzględnieniem harissy.
Święta już coraz bliżej, więc w miarę możliwości staram się Maherowi tłumaczyć nasze tradycje i zwyczaje, jak również opowiadać o wszystkim, co związane z Wielkanocą. Póki, co najbardziej podoba mu się lany poniedziałek i święcenie wielkanocnego koszyka. Zobaczymy, co powie, jak już odczuje to wszystko na własnej skórze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz