1 lipca 2010

Prace domowe i ogrodowo...


Upały, upały… A ja siedzę i męczę się z przeziębieniem od niedzieli. Katar cieknie z nosa, nie pozwala porządnie oddychać, chrypka coraz większa, a organizm zamiast walczyć to tak jakby się poddawał. Wraz z większym gorącem na dworze ja coraz bardziej słabnę i tylko mocna witamina C stawia mnie na chwilę na nogi. Mimo wszystko, kiedy taka pogoda, to ciężko się położyć, więc wczoraj zabrałam się za letnie- generalne porządki. Pomyłam kilka okien, ściany zostały obmiecione na wszelki wypadek, jakby gdzieś jakaś pajęczynka się zaczynała tworzyć, poodsuwałam meble, wymyłam podłogi, lampy, wytrzepałam dywany i padłam… Jednym słowem mama ma na swoim piętrze porządek, a nasz pokój nadal czeka… Mam jednak nadzieję, że zostanie ta pogoda na dłużej, i pozwoli mi dokończyć mycie okien w całym domu, kiedy tylko lepiej się poczuję. Dzisiaj za to czeka nas koszenie ogrodu, ale słońce musi przestać parzyć w głowę, zanim wyjdziemy na 4 godzinki chodzenia za kosiarką… Swoją drogą, to tyle roboty czeka w domu i na ogrodzie, że zastanawiam się czasami, po co to wszystko, skoro zaraz znów trzeba robić to samo… W kółko latamy po ogrodzie z nożyczkami, sekatorem, sierpem, łopatą, grabkami, a to wszystko ciągle rośnie i rośnie jakby na jakimś nawozie, co najmniej było… Lubię wyjść na ogród, czuć świeżo skoszone siano na sąsiedniej działce, oberwać poziomkę przechodzącą przez ogrodzenie od sąsiadów, zerwać jabłko z naszej jabłonki, wejść do lasu na ostrężyny, czy po prostu wraz ze znajomymi zrobić grilla na własnym ogrodzie wśród śmiechu biegających za piłką dzieci. Ciesze się, że nie mieszkamy w bloku, bo nie byłoby takiej swobody, z drugiej jednak strony, byłoby trochę więcej wolnego czasu, ale to nie wynagrodziłoby nam pięknej przyrody z każdej strony domu. 
A takie mamy widoki z naszych okien z pokoju na nasz ogród i najbliższą okolicę:
 

 

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz